czwartek, 20 października 2016

Włochy part II

16 sierpnia/dzień IV
     Dnia 16 sierpnia odwiedziliśmy z rana Pienze. Jadąc do tego miasta byliśmy w typowych regionach Toskańskich. Widoki były tak piękne, że musieliśmy zatrzymać się by zrobić zdjęcia. 

Pienza

     Po zwiedzaniu Pienzy pojechaliśmy w miejsce gdzie był nagrywany urywek filmu "Gladiator". Drogi są tam koszmarne, ale widoki były tak piękne, że było warto pojechać!




     Tego samego dnia odwiedziliśmy Siene. Trafiliśmy wtedy na słynny toskański festyn gdzie były wyścigi karabinierów, jednak nam nie udało się go zobaczyć. Było za dużo ludzi. Uliczki w tym miesicie nie były za szerokie, także żeby cokolwiek zobaczyć to musieliśmy się "pchać" między ludźmi.



17/18 sierpnia/dzień V/VI
     W nocy przyjechaliśmy do Rosignano Solvay. Tam spędziliśmy dwa dni, ponieważ było przepięknie jak widać na poniższych zdjęciach. Przez te dni ciągle plażowaliśmy. Miejscowość sama w sobie była bardzo malutka, jednak zostaliśmy tam ze względu na błękitne morze, które było ciepłe.


     Poniżej pizza która nie wygląda apetycznie. Przeglądając włoskie menu moje myślenie z chłopakiem było takie: Patrz, ta ma dużo składników to na pewno będzie dobra! Jednak okazało się być inaczej. Ściągnęliśmy wszystkie składniki mięsne (oprócz salami) i dopiero wtedy mogliśmy ją zjeść. Pierwszy raz spotkałam się z taką pizzą, że były na niej parówki wraz z mięsem mielonym i bekonem (nie polecamy :D).


19 sierpnia/dzień VI
     Po dwóch dniach spędzonych na czystym słońcu w pięknym miejscu wybraliśmy się do Pisy. 

     Po zwiedzaniu zabytków wybrałam się z Marcinem na obiad do restauracji tuż obok tych wszystkich budowli. We wszystkich restauracjach było drogo. Za wodę 0,75 l.  zapłaciliśmy 3 euro! Była to najdroższa woda jaką piłam w życiu.
     Po całym dniu zwiedzania pojechaliśmy do miejscowości o nazwie Marina di Massa. Najgorszym błędem tego wyjazdu było pojechanie na "skróty", jednak okazały się być one o wiele dłuższą drogą jak i bardzo niebezpieczną. Pięliśmy się w szczyty gór, gdzie drogi były strasznie wąskie i baardzo kręte. Na drodze mieściło się tylko jedno auto, a droga była dwukierunkowa, w razie mijania trzeba było się troszkę cofać. Cała ta jazda była bardzo ryzykowna i dodała nam trochę adrenaliny, każdy z nas się bał. Wyjeżdżając z tej drogi odetchnęliśmy z ulgą.

Marina di Massa